Nie wystarczy być synem sadownika. Tomasz Piasecki: dziś trzeba brać odpowiedzialność za swoje gospodarstwo
„Sad to moje życie”
Gospodarstwo Tomasza Piaseckiego i jego rodziców ma dziś 31 hektarów, z czego 28 hektarów zajmują jabłonie i grusze, a kolejne 3 hektary – borówka. Osiem hektarów zostało już przepisanych na Tomasza. Uprawiane odmiany to m.in. Gala Schniga i Schnigo Red, Golden Delicious, Red Jonaprince, Idared i Szampion, a w gruszach przede wszystkim Konferencja i Xenia. W borówce rosną Duke i Spartan.
Plony pokazują skalę produkcji. Gala daje w gospodarstwie około 70 ton z hektara, Red Jonaprince około 90 ton, grusze około 60 ton, a borówka około 10 ton z hektara.
– Sadownictwem zajmuję się od dziecka. Jako nastolatek już wiedziałem, że to moje życie i pasja. Dorastałem w duchu sadowniczym. Moje życie to sad – mówi Tomasz Piasecki.
I właśnie ta ciągłość jest ważna, bo laureat nie traktuje gospodarstwa wyłącznie jako rodzinnego dziedzictwa. Odkąd przejął jego część, sam podejmuje decyzje dotyczące nowych nasadzeń, odmian, rusztowań czy systemów ochrony.
– Dużo zawdzięczam rodzicom, ale od momentu przejęcia gospodarstwa bardzo mocno angażuję się w inwestycje. Sam wybieram odmiany drzewek, które chcę sadzić, dobieram rusztowania, systemy przeciwgradowe i podejmuję najważniejsze decyzje – podkreśla.
Precyzja zaczyna się w sadzie
W gospodarstwie Piaseckiego trudno mówić o przypadkowych rozwiązaniach. Są ciągniki sadownicze z GPS, sterowanie GoTrack, opryskiwacze wyposażone w komputery umożliwiające precyzyjne dawkowanie środków, platforma sadownicza oraz stacja meteorologiczna. Ważnym elementem jest również fertygacja, pozwalająca dostarczać nawozy w konkretnych dawkach do poszczególnych kwater.
Dużą wagę Tomasz przykłada do wody. Wszystkie kwatery jabłoni, grusz i borówki są nawadniane kroplowo. System jest powiązany ze stacją meteorologiczną, która pomaga określić, kiedy rośliny potrzebują wody i w jakiej ilości.
– Woda ma ogromne znaczenie dla wzrostu roślin i uzyskania wysokiego plonu. Szczególnie grusza jest wrażliwa na jej niedobory. Dlatego chcę wiedzieć nie tylko, ile wody podaję, ale przede wszystkim, kiedy roślina naprawdę jej potrzebuje – mówi.
Produkcja to jednak nie tylko sad. Gospodarstwo posiada osiem komór przechowalniczych o pojemności 160 ton każda, wyposażonych w technologie KA, ULO i DCS. Jest także sortownia GREFA 200 sterowana komputerowo, która odpowiada za przepływ i sortowanie owoców zgodnie z wymaganiami odbiorców.
Jakość zamiast przypadkowej produkcji
Tomasz Piasecki jasno określa kierunek rozwoju gospodarstwa: zdecydowana większość produkcji ma być przeznaczona na rynek deserowy. W jabłoniach i gruszach zakłada około 90 proc. owoców deserowych.
Jednocześnie rozwój technologiczny nie oznacza rezygnacji z rozwiązań ograniczających zużycie środków ochrony roślin. W gospodarstwie stosowane są m.in. nawozy organiczne, kompost, humusy i preparaty mikrobiologiczne. Od 2013 roku prowadzone jest cięcie formujące, a gospodarstwo było jednym z pierwszych, w których zastosowano cięcie mechaniczne. Chwasty są zwalczane mechanicznie, ograniczając wykorzystanie herbicydów.
Do tego dochodzą pasy kwietne, rośliny miododajne, domki dla murarki, hotele dla owadów i budki lęgowe dla ptaków. W ochronie sadów wykorzystywane są również rozwiązania biologiczne i pułapki feromonowe.
– Nie prowadzę typowo ekologicznej uprawy, ale stosuję wiele rozwiązań, które są zbliżone do rolnictwa ekologicznego. Chcę produkować wysokiej jakości owoce, jednocześnie dbając o glebę, wodę i bioróżnorodność – zaznacza.
Inwestowanie w odporność
Ostatnie lata w gospodarstwie to także inwestycje w bezpieczeństwo produkcji. Na pięciu hektarach działa już system przeciwgradowy, a 13 hektarów jest objętych ochroną przeciwprzymrozkową. Powstają kolejne konstrukcje przygotowane pod siatki przeciwgradowe.
– Bez systemów ochrony nie bylibyśmy w stanie prowadzić gospodarstwa na tak wysokim poziomie produkcji. Pogoda jest dziś jednym z największych ryzyk, dlatego trzeba się na nie przygotować – mówi laureat.
W ciągu ostatnich trzech lat pojawiły się również nowe nasadzenia, nowe technologie oraz rozwiązania autonomiczne wspierające pracę w sadzie.
Długo nie chciał się zgłosić
Paradoksalnie człowiek, którego gospodarstwo zostało docenione przez kapitułę konkursu, długo nie był przekonany, że powinien w nim wystartować.
– W pierwszej edycji zabrakło mi odwagi. Uważałem, że inni są lepsi ode mnie. Tym razem najbardziej zachęciły mnie słowa pana Wojtka Kota, który mówił, że młodzi sadownicy powinni się zgłaszać i pokazywać – wspomina Tomasz.
Decyzja okazała się ważnym momentem. Tytuł Sadownika Roku 2025 i statuetka Złotego Jabłka zostały przyznane podczas TSW, a jury doceniło m.in. wyniki produkcyjne, nowoczesne technologie, systemy ochrony i nawadniania oraz podejście do produkcji deserowej.
Dla Tomasza nagroda nie jest jednak metą.
– Ten tytuł pokazuje mi, że gospodarstwo rozwijamy w dobrym kierunku. To również motywacja, żeby wprowadzać kolejne rozwiązania – mówi.
„Młodzi muszą pokazywać, że potrafią”
Tomasz Piasecki uważa, że młode pokolenie sadowników ma dziś szczególną rolę do odegrania.
– Musimy udowadniać, że potrafimy stawiać czoła wyzwaniom i wprowadzać nasze gospodarstwa na wyższy poziom. Coraz mniej młodych ludzi chce zostać na roli. Chciałbym, żeby moja historia pokazała, że w tym zawodzie nadal jest potencjał i sens inwestowania w gospodarstwo – podkreśla.
Sam chce w kolejnych latach jeszcze mocniej rozwijać produkcję wysokiej jakości, intensyfikować sady i więcej uwagi poświęcać promocji gospodarstwa. Przyznaje, że wciąż brakuje mu czasu i motywacji, by stworzyć jego profesjonalne profile w mediach społecznościowych.
Konkurs stał się więc nie tylko okazją do zdobycia nagrody, ale również impulsem do pokazania gospodarstwa szerszej publiczności.
Warto się pokazać
Historia Tomasza Piaseckiego jest też odpowiedzią na pytanie, po co w ogóle zgłaszać się do konkursu Sadownik Roku. Nie chodzi wyłącznie o sam tytuł. Konkurs daje możliwość opowiedzenia o własnym gospodarstwie, pokazania inwestycji, technologii i sposobu pracy, a także skonfrontowania własnych doświadczeń z innymi producentami.
Obecna edycja konkursu jest otwarta dla wszystkich osób prowadzących gospodarstwa sadownicze w Polsce. Organizatorzy zwracają uwagę m.in. na jakość produkcji, innowacyjność, zaangażowanie społeczne oraz sposób zarządzania gospodarstwem. Zgłoszenie obejmuje przedstawienie gospodarstwa, jego osiągnięć i planów rozwoju, a także możliwość dołączenia zdjęć i filmów.
Tomasz Piasecki dziś nie ma już wątpliwości, czy było warto.
– Jeżeli ktoś zastanawia się, czy się zgłosić, powiedziałbym: spróbujcie. Warto pokazać swoją pracę. Bycie sadownikiem to coś więcej niż powiedzenie „jestem synem sadownika”. Ja już czuję, że jestem sadownikiem w pełni i w pełni biorę odpowiedzialność za swoje gospodarstwo – podsumowuje.
Być może właśnie takie historie – gospodarstw rozwijanych krok po kroku, przez ludzi, którzy chcą się uczyć, inwestować i brać odpowiedzialność za swoje decyzje – są dziś najbardziej potrzebne polskiemu sadownictwu.


Zobacz więcej

Zobacz więcej

Zobacz więcej
